morderstwo-w-basenie blog

Twój nowy blog

Lekarz pozwolił Małgorzacie wejść do Stefana dopiero po kilkunastu minutach. Kobieta usiadła na niskim stołeczku obok szpitalnego łóżka.
-Rany, ale jestem beznadziejny – powiedział Stefan ze łzami w oczach. Małgorzata pogładziła go po dłoni.
-Stefan – powiedziała dobrotliwie – co ty mówisz? Twoja śmierć niczego by przecież nie rozwiązała.
-Masz rację – mruknął – to tylko kolejny problem.
-Hę? Ależ, Stefan! – przerwała mu wstrząśnięta. Nie słuchał jej.
-Ale ze mnie pierdoła. Nawet nie potrafię porządnie się zabić. – spróbował się poruszyć na łóżku – Zobacz – dodał płaczliwym tonem – Przywiązali mnie. Ale numer.
-Dobrze, że nie ciąłeś głęboko – powiedziała Małgorzata cicho – Lekarz mówi, że wszystko dobrze się zagoi. Znajdziemy ci dobry ośrodek, obiecuję.
-Jasne, zamknijcie mnie. W końcu jestem niebezpiecznym mordercą. W dodatku wariat! – zaczął rzucać się na łóżku na tyle, na ile pozwoliły mu skórzane pasy. Po chwili opadł bezsilnie i wybuchnął płaczem. Małgorzata westchnęła ciężko, spoglądając smutnym wzrokiem w stronę stojącego za szybą Andrzeja.

-Przepraszam – wtrącił się milczący dotąd psychiatra – Ale myślę, że powinniśmy raczej skoncentrować się na przyszłości poszkodowanego, a nie na tym, kto odpowie za jego dramatyczny czyn. – Zapadła cisza. Po chwili lekarz odezwał się znowu – Które z państwa jest psychologiem, po którego posłaliśmy?
-Ja – odezwała się już nieco spokojniej Małgorzata.
-Zna pani tego chłopca, prawda? – spytał psychiatra, a Małgorzata skinęła głową – Czy nie domyśla się pani, co skłoniło go do tak desperackiego kroku?
-Hmmm, pomyślmy… – powiedziała nie kryjąc irytacji, a wręcz ją podkreślając. – Jest oskarżony o morderstwo swej bardzo dobrej koleżanki, którego to morderstwa nie popełnił! Chcąc być uczciwym, ściągnął podejrzenia na narzeczonego, który notabene zdradzał go notorycznie! Dodając do tego, że jest człowiekiem niezwykle wrażliwym… Nie, nie mam pojęcia, co nim kierowało!!
-Hę? – zdziwił się psychiatra. Andrzej zaśmiał się cicho.
Nagle młody funkcjonariusz wycelował palcem w szybę.
-Obudził się. – powiedział smętnie.

Andrzej i Małgorzata stali bezradnie obserwując przez szybę bladego jak śmierć Stefana. Jego nadgarstki grubo obwiązano bandażem. Był podłączony do kroplówki i aparatury monitorującej akcję serca. Małgorzata nie ukrywała swojej irytacji.
-Jak oni go pilnowali? – krzyczała wściekle. – Jak mogli do tego dopuścić?!
Andrzej głaskał ją uspokajająco po ramieniu. Po kilku minutach podszedł do nich policjant w towarzystwie lekarza psychiatry. Małgorzata wycelowała oskarżycielsko palec w młodego funkcjonariusza.
-Ty! – powiedziała wściekle – Ty mi powiesz, jak to się stało!
-Hę? – zdziwił się policjant i nagle poczuł się bardzo niepewnie – Dlaczego akurat ja?
-Człowieku, z byka spadłeś? – zdenerwowała się nie na żarty – Miałeś go pilnować, tak czy nie?
-Tak, proszę pani, ale… – zaczął, ale Małgorzata przerwała mu.
-Więc może mi powiesz, jak to się stało? Czy może to zbyt dla ciebie skomplikowane? – Andrzej uśmiechnął się pod nosem i zaczął współczuć młodemu człowiekowi. Bardzo nierozważnym posunięciem było narażać się na gniew jego żony. Prawdopodobnie była to ostatnia rzecz, jaką funkcjonariusz zrobił w swojej policyjnej karierze.
-On stłukł żarówkę… – powiedział policjant zaczynając żałować, że w ogóle przyszedł tego dnia do pracy.
-Jak mógł stłuc żarówkę? – krzyknęła Małgorzata – Przecież są zabezpieczone!!! Myśl trochę!
-Widocznie bardzo się starał – odparł policjant i natychmiast tego pożałował. Małgorzata zbierała się do następnego krzyku, ale w tym momencie do akcji wkroczył Andrzej.
-Faktem jest, że go nie dopilnowałeś, chłopcze – powiedział lodowato – Chyba masz problem.

***

Drodzy Czytelnicy! Najdrożsi i najwierniejsi!
Nasza Superprodukcja nie umarła. Naprawdę. Była tylko głęboko uśpiona w najciemniejszych zakamarkach naszych szalonych umysłów (tak naprawdę leżała gdzieś na płycie i czekała, aż ktoś ją odnajdzie).
Ale jest! Nareszcie, po całych miesiącach oczekiwania, jest.
A my, Autorki, jesteśmy wzruszone Waszą wiernością i cierpliwością.
A tymczasem, borem-lasem, pojawiła się nowa scena. Pierwszy komentarz nagrodzony zostanie owacją na stojąco, czerwonym dywanem z tłumem fotoreporterów i szampanem z bąbelkami. I będą fanfary.
Miłej lektury i…troszeczkę więcej cierpliwości.

Z poważaniem,
Siółnięta & Pomylooona

Drodzy Czytelnicy!
Dużo się z nami dizało przez ostatni rok, oj, dużo… Ale mamy dobrą wiadomość – żyjemy i mamy się dobrze. Gorzej z naszą twórczością…
Nie znaczy to jednak, że Superprodukcja skonała. Postanowiłyśmy po prostu dokonać pewnych zmian, co wiąże się z ogromem pracy. W tych dniach akurat kiepsko stoimy z czasem, wiadomo – sesja. (a propos – Pomyloona od października podjęła studia na Wydziale Pedagogicznym Uniwersytetu Warszawskiego, hip hip – hurra!!)
Ale, drodzy Czytelnicy, nie poddawajcie się, nie traćcie wiary! Z dostępnych nam statystyk wynika, że nadal tu przychodzicie (tylko w tym roku zanotowano 102 wejścia), interesujecie się Superprodukcją. To dobrze. Zmotywuje nas to do pracy (a ja postaram się zmotywować Siółnietą do przysiąścia nad twórczością w czasie ferii – Pomyloona).
Tak więc, Czytelnicy, nie traćcie wiary, bo dalszy ciąg nastąpi (miejmy nadzieję, wkrótce), o czym nie omieszkamy Was poinformować.

Z poważaniem,
Siółnięta & Pomyloona

PS. Wszystkiego dobrego w 2007!!

i mała prośba – skomentujcie, zebyśmy wiedziały, że te 102 wejścia to nie był przypadek…

-Co z nim? Gdzie on jest? – zapytała gorączkowo Małgorzata wpadając jak burza do szpitala na izbę przyjęć.
-Hę? – recepcjonistka popatrzyła na nią zdziwiona. – Ale o kogo pani chodzi?
-Miśkiewicz, Stefan Miśkiewicz! Tylko szybko!
-Czy pani jest z rodziny? – zapytała recepcjonistka, nie zaglądając nawet do listy pacjentów.
-Nie, proszę pani… – odpowiedziała Małgorzata – ale ja muszę!!
-Bardzo mi przykro, skoro nie jest pani z rodziny, nie mogę pani wpuścić.
W tej chwili do biurka podszedł Andrzej z odznaką w ręku:
-Jesteśmy z policji. Proszę powiedzieć, gdzie znajdziemy Stefana Miśkiewicza.
Recepcjonistka popatrzyła nieufnie, ale sprawdziła.
-Jest na OIOMie, prosto tym korytarzem, potem w prawo. – odpowiedziała po chwili. Małgorzata pobiegła korytarzem, a Andrzej tuż za nią. – Ależ proszę tu nie biegać, tu jest szpital! – krzyczała za nimi recepcjonistka, ale nikt jej nie słuchał.

***

Drodzy czytelnicy!

Siółnięta & Pomyloona pragną serdecznie przeprosić za opóźnienia w publikowaniu kolejnych scen superprodukcji 2004/2006 pt. „Morderstwo w basenie”. Problemy techniczne (zgon komputera Siółniętej, gips na nodze Pomyloonej, życie jest bezlitosne…). Mamy nadzieję, że wybaczycie i dalej będziecie komentować z równym lub większym zapałem!!!

Z poważaniem,
Siółnięta&Pomyloona

LXXXIII

11 komentarzy

Andrzej spał smacznie u boku swej uroczej małżonki, dopóki ze snu nie wyrwał go dźwięk telefonu. Zamruczał z niezadowoleniem, po czym podniósł słuchawkę.
-Halo? – powiedział zaspanym głosem. – Co?… Kiedy?… Jak?… No co ty?… O kurde… Zaraz tam będziemy. – po czym odłożył słuchawkę. Potrząsnął delikatnie śpiącą Małgorzatą.
-Hę? – zapytała nieprzytomnie – Dlaczego mnie budzisz w środku nocy?
-Ubieraj się – powiedział, podnosząc się – Stefan się pochlastał, musisz z nim porozmawiać..
-Cooo? – Małgorzata zerwała się na równe nogi – Jak to „się pochlastał”? Co to znaczy?
-Nie wiem, jest w szpitalu na intensywnej… – Andrzej w pośpiechu zakładał spodnie – Prosili, żebyś przyjechała, ktoś chce z tobą rozmawiać w tej sprawie… No i dobrze by było, żebyś pogadała ze Stefanem, jak odzyska przytomność – dodał po chwili namysłu.
-Boże, co oni robią z tym biednym chłopakiem? – spytała nerwowo Małgorzata – Jakby mu było mało… Wiesz, że Dawid rozpoznał go jako tego gościa, którego widział tamtej nocy pod domem Uli?
-Żartujesz chyba?
-Niestety nie… – odpowiedziała Małgorzata już kompletnie ubrana. – Pospieszże się!! Podobno to kobiety się długo ubierają.
Po chwili wybiegli z domu i wskoczyli do auta. Z piskiem opon ruszyli przed siebie w noc do szpitala gdzie leżał Stefan…

ŻYCZENIA

Brak komentarzy

Drodzy Czytelnicy!

W tym szczególnym dniu my, Autorki, pragniemy życzyć wam:
*cierpliwości – kiedyś się doczekacie kolejnych odsłon naszej superprodukcji;
*dużo radości – jak już się doczekacie, to będzie się z czego cieszyć;
*dużo prezentów pod choinką;
i wszystkiego, wszystkiego najlepszego!

Wesołych Świąt!

Siółnięta i Pomyloona

LXXXII

3 komentarzy

Olgierd zabrał Julię do eleganckiej restauracji. Z początku rozmowa nie kleiła się. Julia starała się zachować dystans, Olgierd usiłował być zabawny. Stopniowo atmosfera zrobiła się luźniejsza, wypite wino zrobiło swoje.
Julia w pewnym momencie uświadomiła sobie, że wypiła kilka lampek wina za dużo. Chichotała jak szalona z żartów Olgierda, choć wcale nie były śmieszne. Nagle zapadła cisza. Przerwała ją Julia, mówiąc:
-To był cudowny wieczór. Nie wiem, czy kiedykolwiek wypiłam tyle wina co dzisiaj. – dodała z uśmiechem.
-Odwiozę cię do domu. – zaproponował Olgierd, po czym wstali oboje. Skierowali się do wyjścia, Julia nieco niepewnym krokiem.
W drodze powrotnej niewiele rozmawiali, gdy jednak Olgierd zatrzymał się przed mieszkaniem Julii, ta zaproponowała:
-Może wstąpisz na… drinka?
-Hę? Nie wiem, czy powinienem… – powiedział niepewnie.
-Koniecznie!

LXXXI

12 komentarzy

Andrzej leżał na kanapie w salonie i bezmyślnie bawił się pilotem, przerzucając kanały w poszukiwaniu czegoś inteligentnego. Podniósł wzrok, kiedy do pokoju weszła Małgorzata.
Podeszła do męża, wyjęła mu pilota z ręki i wyłączyła telewizor.
-Musimy porozmawiać – powiedziała poważnie. Andrzej popatrzył na nią zdziwionym wzrokiem.
-Coś się stało? – zapytał niespokojnie, podnosząc się do pozycji siedzącej. Małgorzata przycupnęła obok niego.
-Tak – milczała przez chwilę. Andrzej odchrząknął niecierpliwie.
-Hę? O co chodzi?
-Kochanie – powiedziała Małgorzata spokojnie – Chyba będziemy mieli dziecko.
Andrzej uśmiechnął się tajemniczo.
-A skąd ci taka niedorzeczność przyszła do głowy? – Małgorzata zrobiła głupią minę, zdradzając, że nie wie, o co mężowi chodzi. – To na pewno ta czekolada z ogórkiem – powiedział, po czym roześmiał się. Przygarnął ją do siebie ramieniem. Po czym nagle spoważniał, popatrzył na żonę podejrzliwie i dodał – A może to nie moje?
Małgorzata spojrzała na niego z mieszanką zdziwienia i wściekłości na twarzy. Niewiele myśląc zdzieliła go przez łeb poduszką.
-Ty draniu! – uderzyła go jeszcze kilka razy, uspokoiła się, poprawiła rozczochrane włosy i dodała – A może i nie twoje.

SCENA LXXX

5 komentarzy

Fioletowa Toyota podjechała pod elegancki budynek, w którym znajdowało się mieszkanie Julii. Wysiadł z niej przystojny, młody człowiek w dopasowanym garniturze, podkreślającym jego szalenie zgrabny tyłek (zbliżenie na szalenie zgrabny tyłek Olgierda!). Mężczyzna nacisnął guzik domofonu. W prawej ręce trzymał pojedynczą różę.
-Widziałam, że już jesteś, zaraz schodzę. – odezwał się głos Julii w głośniku. – Poczekaj minutkę.
Olgierd nie zdążył odpowiedzieć, gdy usłyszał trzask odkładanej słuchawki. Po niecałych pięciu minutach Julia była na dole. Miała na sobie grafitową sukienkę, która pasowała na nią idealnie .
-Prześlicznie wyglądasz. – powiedział Olgierd, po czym pocałował ją szarmancko w rękę i podał różę.
-Dziękuję. – odpowiedziała Julia nieco zakłopotana. Stali przez chwilę w milczeniu, po czym Olgierd podszedł do samochodu i otworzył drzwi od strony pasażera, wykonując zapraszający gest. Julia uśmiechnęła się i ruszyła w jego stronę. Kiedy wsiadała do samochodu Olgierd powiedział:
-Mam nadzieję, że lubisz grecką kuchnię.
-Hę? Uwielbiam. – odpowiedziała Julia, uśmiechając się promiennie. Olgierd zamknął za nią drzwi auta, po czym sam usiadł na miejscu kierowcy. Po chwili ruszyli.


  • RSS